Farma Secretts w Milford – wyprawa po dynię

Za czasów bezdzietnych Halloween nie za bardzo mnie interesowało. W sumie to i teraz jakoś nie robi na mnie wrażenia. No dobra, może nie do końca, bo czasem te niektóre stroje potrafią mnie do zawału doprowadzić:) Z tej całej imprezy najlepsza część to dynia. Ale gdyby nie syn to i tak bym sama dla siebie jej nie wycinała.

Kolejny raz postanowiliśmy upolować dynię na farmie, zamiast po prostu kupić w sklepie. W tym roku wiedziałam czego oczekiwać, ale poprzednio to byłam rozczarowana, że dynie tam nie rosną, tylko są porozrzucane po polu. Tak przynajmniej jest na farmie Secretts w Milford.

W tym roku byliśmy tam w ostatni weekend przed Halloween i to było chyba za późno, bo był mały wybór, większość dyń była dziurawa, nadgniła lub całkiem rozwalona. Na szczęście nie dla samej dyni tam pojechaliśmy, ale głownie dla przejażdżki traktorem:) Razem z trampoliną to była chyba największa atrakcja dla syna.

Za samo wejście na farmę płaciło się £1.50 za osobę. Na miejscu można było usiąść, zjeść m.in. pyszną zupę dyniową, hot doga czy przepysznego gofra na patyku oblanego czekoladą i z ewentualną posypką. Były też atrakcje dla dzieci: karuzele, trampoliny, basen z kulkami, tor przeszkód.

Na pole z dyniami można było iść na piechotę, ale większą frajdą (nie tylko dla najmłodszych) była przejażdżka na przyczepie traktora.

Szkoda tylko, że pogoda nie dopisała. Było zimno, na początku trochę popadało i miałam wrażenie że jest mróz -10 brrr. A ja oczywiście zimową kurtkę zostawiłam w domu. A przydałyby się nawet i czapka i rękawiczki. Dopiero jak wyszło słońce to jakoś tak przyjemniej się zrobiło.